Czy “Pobudzeni” pobudzają – o książce Randi Hutter Epstein

Tytuł: “Pobudzeni. Skąd się wzięły hormony i jak kontrolują w zasadzie wszystko”
Autorka: Randi Hutter Epstein
Wydawnictwo: Marginesy

Ocena: 3.5/5

Tytuł może trochę wprowadzać w błąd, dlatego od razu zaznaczę. To nie jest książka o byciu pobudzonym, pobudzaniu czy pobudzaczach. Nie odpowiada na też na pytanie: “Skąd się hormony wzięły” (jak dla mnie niezbyt trafnie sformułowany jest podtytuł polskiego wydania). Autorka próbuje natomiast opowiedzieć nam o tym, jak na przestrzeni lat dowiadywaliśmy się o istnieniu hormonów.

Opisuje badania, badaczy, lekarzy i oczywiście pacjentów. Ich historie reprezentują ważne lub po prostu interesujące momenty kształtowania się endokrynologii. Cechą wspólną wszystkich opowieści jest ciekawa i dynamiczna narracja. Jeśli więc ktoś zastanawia się, czy można w interesujący sposób opisać “wybrane dzieje odkrywania hormonów”, to Randi Hutter Epstein, pisarka medyczna i wykładowczyni na Uniwersytecie Yale, udowadnia, że tak. 

Od cyrku po zaawansowane badania – czyli świat bez hormonów i z nimi

Historie w książce, ułożone są w porządku mniej więcej chronologicznym. Każda opowieść to osobny rozdział. Każdy rozdział to zazwyczaj jeden główny hormon, któremu się w nim przyglądamy.

Na samym początku trafiamy do “świata bez hormonów”. Świata, w którym nikt nie zdaje sobie sprawy z ich istnienia, a ofiary zaburzeń hormonalnych prezentowane są w cyrkach jako “dziwadła”. Na szczęście pojawiają się badacze, którzy dopuszczają do świadomości myśl, że oprócz komunikacji nerwowej, w naszym ciele istnieje także inna, “bezprzewodowa”. Skutecznie udowadniają nie tylko, że faktycznie taka komunikacja się odbywa. Mają też przyjemność zdefiniować nazwę dla związków, które ją kształtują. I tak “powstają hormony”.

I teraz już razem z tymi nowo odkrytymi hormonami płyniemy przez kolejne historie. Poznajemy nieustraszonego chirurga Harveya Cushinga i jego kolekcją mózgów. Docieramy do opowieści o rodzinie, która zbiera przysadki mózgowe, aby pomóc swojemu synowi (jest to jedna z opowieści, która mi bardziej zapadła w pamięć). Gonimy za wieczną młodością wraz z tymi, którzy decydowali się na popularną swego czasu “kurację odmładzającą” – wazektomię. Dowiadujemy się kto stoi za tym, że dziś tak łatwo możemy określić, czy kobieta jest w ciąży. No i komu zawdzięczamy to, że stężenie hormonów da się precyzyjnie mierzyć. Oczywiście to tylko wycinek tego, o czym opowiada nam Randi Hutter Epstein. 

Niedosyt teoretyczny, ale ciekawa narracja w zamian

Przez “hormonalne opowieści” autorka przeprowadza nas bardzo sprawnie. Mamy tu i ciekawy, żywy język i dynamikę wydarzeń. Razem daje to fajny przepis na trzymanie uwagi czytelnika (u mnie zadziałało na pewno). Prosty język (bo nie zalewa nas tu powódź tajemnej, hormonalnej terminologii) sprawia, że bez obaw może po tę książkę sięgnąć osoba, która o hormonach na co dzień za bardzo nie rozmyśla. 

Muszę jednak podkreślić, że “Pobudzeni” to nie jest książka, która przybliża nam szczegółowo budowę i funkcje układ hormonalnego (to, co może trochę pamiętamy z podręczników szkolnych). Autorka z reguły nie poświęca zbyt wiele czasu na analizy skomplikowanych hormonalnych zależności i procesów. Jeśli to robi, to wplata te informacje w narrację w taki sposób, że z jednej strony nie odczuwa się tego jako przytłaczającej dawki “suchej teorii”. Z drugiej strony jednak, może to pozostawiać pewien niedosyt np. taki jak u mnie: “hmm … potrzebuję trochę bardziej zrozumieć, ten gruczoł czy hormon, zanim historia się rozwinie”.  

Niedosyt nie musi być w ostatecznym rozrachunku rzeczą całkowicie złą. Rozbudzona przez lekturę tej książki ciekawość może przecież być dla nas zachętą do wypłynięciem na szersze “hormonalne wody”. A tym bardziej warto się hormonami interesować, bo to nadal dość tajemnicze “wynalazki”. Obecne i przyszłe badania z pewnością odsłonią wiele ich ciągle skrywanych sekretów.

Czy to książka dla każdego?  

Myślę, że tak, ale. 

Po pierwsze “ale”, coś o czym już wspomniałam. Tytuł ukierunkowuje nasze myśli w stronę “pobudzenia”. A już z podtytułu dowiadujemy się, że hormony “kontrolują w zasadzie wszystko”. I to “w zasadzie wszystko” jest właśnie w książce kolejno pokazywane. Hormony przecież nie tylko pobudzają (w różnym znaczeniu tego słowa), ale też uspokajają. Nie tylko każą wstawać z łóżka, ale też podpowiadają, kiedy już czas spać. Nie tylko poprawiają nastrój, ale też potrafią go istotnie pogorszyć. I żeby się tego wszystkiego dowiedzieć przeszliśmy długą i krętą drogę. I to o tej drodze będziesz tu czytała/czytał. Pamiętaj więc tę sentencję zanim sięgniesz po książkę: “Nie tylko pobudzenie jest tu ważne”. 

Po drugie “ale”. Badania nad hormonami to nie tak czysta i przyjemna robota była. I trzeba być tego mocno świadomym, bo autorka nas trochę w te mniej przyjemne aspekty wprowadza. Mam tu na myśli skrótowe opisy eksperymentów na zwierzętach (np. na kogutach: “usunął każdemu (kogutowi) oba jądra i umieścił po jednym w brzuchu tego drugiego”, czy szczurach: “połączył dwa usuwając im kawałek skóry i zszywają je ze sobą. W ten sposób stworzył coś w rodzaju braci syjamskich”). Takie i podobne fragmenty nie są rzadkością w tej książce. Pamiętaj więc, że wystawiając się na opowieści o historii endokrynologii, wkraczasz na trudny pod wieloma względami obszar badań. 

Czy “Pobudzeni” pobudzają? 

Mnie tak. Do myślenia oczywiście. O historii endokrynologii na pewno też, bo o wielu faktach opisanych w tej książce nie miałam pojęcia. Przede wszystkim jednak pobudzają do zastanawiania się nad tym, kto tu tak na prawdę rządzi. Na ile jesteśmy układem nerwowym, a na ile hormonalnym (no i oczywiście innymi zjawiskami naraz). 

Do tej pory takim “królem wszystkiego” jeśli chodzi o nasze ciało, był dla mnie układ nerwowy. Czy jednak wpływający na niego układ hormonalny nie jest równie ważny? A może nawet ważniejszy? Oczywiście Randi Hutter Epstein tego nie rozstrzyga. Na pewno jednak wymownie przypomina jak bardzo hormony nas kształtują i jak bardzo potrafią zmienić nas, nasze zachowanie, wygląd czy samopoczucie. I doceniam teraz bardziej to, że tyle już o nich wiemy. Choć droga do zdobywania “hormonalnej wiedzy” łatwa nie jest i nigdy nie była. Łatwo jednak możemy tę historyczną drogę teraz prześledzić, sięgając po książkę Randi Hutter Epstein.

Pobudzonej lektury życzę 🙂

*Zdjęcie nagłówkowe wpisu: Gerd Altmann z Pixabay