Porozmawiajmy o czymś “Więcej niż DNA” – recenzja książki Billa Sullivana

Tytuł: “Więcej niż DNA. Geny, drobnoustroje i osobliwe moce, decydujące o tym, jacy jesteśmy”

Autor: Bill Sullivan

Wydawnictwo: Burda Publishing Polska

Ocena: 3/5

Ewidentnie mamy tu „Więcej niż DNA”. W książce Billa Sullivana dostrzec można podział na dwie części tematyczne. W pierwszej, znacznie obszerniejszej, autor opowiada nam o tym, co nas kształtuje i dlaczego nie jest to tylko DNA (zgodnie z tytułową deklaracją). Tutaj przeprowadza nas przez ciekawe obszary badań genetycznych i epigenetycznych, pozwalając nam lepiej zrozumieć co kształtuje nasze smaki, apetyt, uzależnienia, nastroje, demony, wybory partnerów, umysł czy przyszłość. W drugiej części, autor wkracza na dość grząski grunt tematyczny tj. poglądy polityczne i religia. Podejmuje się też raczej ryzykownego zadania. Tak jak wcześniej próbował zdefiniować to, czym jesteśmy, tutaj próbuje zdefiniować to, czym na pewno nie jesteśmy. Objawia nam też dość ostateczne prawdy o świecie np. to, że dusza nie istnieje a my jesteśmy tylko bytami biologicznymi. Książka wypada zdecydowanie lepiej w tych fragmentach, gdzie Billa Sullivan koncentruje swoje rozważania na DNA, środowisku i mikroorganizmach, niż w tych, gdzie do tej mikstury włącza politykę i religię.

O autorze, narracji, humorze … i bibliografii 

Jak dowiadujemy się z sekcji “O Autorze”, Bill Sullivan pracuje obecnie na wydziale lekarskim Uniwersytetu Indiany w Indianapolis. Zajmuje się tam przede wszystkim mikrobiologią i genetyką, a “Wśród studentów znany jest jako zabawny facet w T-shircie”. Tę charakterystykę możemy odnieść też do jego książki, bo porusza w niej tematy związane właśnie z genetyką i mikrobiologią, ale w stylu bardziej na luzie. (Czy będzie miało to sens, jeśli nazwę tę książkę “książką popularnonaukową w T-shircie” – nie jestem przekonana, ale nie mogłam się powstrzymać więc zostawiam). 

Jak więc na zabawnego facet w T-shircie przystało, Bill Sullivan zadbał o to, aby tekst trzymał uwagę czytelnika (zapewne we współpracy z dobrymi edytorami). Książkę czyta się szybko i przyjemnie. Terminologia naukowa i wszelkie pojęcia jakimi Sullivan się posługuje, są zrozumiale wyjaśnione. Jeśli choć trochę bliskie są tobie tematy związane z genetyką czy fizjologią człowieka, to prawdopodobnie uznasz nawet, że autor powinien zejść trochę bardziej w głąb podwójnej helisy czy świata mikrobów. Jeśli jednak ten obszar jest dla ciebie stosunkowo nowy, to spokojnie się w nim odnajdziesz podążając za płynną i ciekawą opowieścią autora. Opowieścią, co jakiś czas wzbogaconą humorystycznymi odniesieniami do popkultury. Wiele z nich nawiązuje do rynku amerykańskiego i przyznam, że nie wszystkie odwołania do programów, seriali czy muzyki byłam w stanie rozszyfrować. Jeśli interesuje cię jednak nie tylko rozszyfrowywanie humorystycznych anegdotek, ale też odwołań do badań naukowych, to też może pojawić się małe utrudnienie. O ile książka zawiera końcową “Wybraną bibliografię”, to jednak tekst sam w sobie nie zawiera przypisów (czytałam wersję elektroniczną). 

Generalnie to popularnonaukowe dzieło Billa Sullivana oczywiście warto przeczytać i aby bardziej tę opinię uzasadnić, opowiem trochę o tym, na jakie konkretnie wody naukowych rozważań wypływamy w tej publikacji. Nie pominę też tych bardziej mętnych. 

Jesteś czymś więcej niż DNA – wpływ środowiska 

Bill Sullivan przekonuje, że DNA jest początkiem, ale nie końcem. Jest fundamentem. I o ile fundament wpływa na kształt budowli jaka na nim powstanie, to jednak nie definiuje w całości jej ostatecznego charakteru. Nawet jeśli jesteśmy szczęśliwymi posiadaczami pewnych lub mniej pewnych genów, nie oznacza to, że dojdą one w ogóle do głosu. Geny mogą bowiem być “włączone” lub “wyłączone”. Mogą więc podlegać ekspresji lub nie. I właśnie na ekspresję genów wpływają czynniki zewnętrzne. Cytując Bena Sullivana “Nasze DNA zawiera bowiem wiele potencjalnych wersji nas samych (…) To otoczenie decyduje, która wersja będzie prawdziwa”.  

Otoczenie, nasz styl życia i wszelkie związane z tym czynniki i zmienne mogą wpływać na to, czy dany gen będzie miał w naszym życiu coś do powiedzenia. Aby jakoś ładnie nazwać to zjawisko (to zjawisko czyli wpływ czynników zewnętrznych na ekspresję genów), naukowcy wytworzyli określenie “zmiany epigenetyczne”. W książce z tym pojęciem spotkacie się dość często i myślę, że z każdym spotkaniem będzie ono wzbudzać większe zaciekawienie. Szczególnie, gdy dotrzecie do fragmentów, w których Bill Sullivan przekonuje, że zmiany epigenetyczne mogą być dziedziczone. Co to bowiem w praktyce oznacza? Mianowicie to, że nasze DNA może nosić ślady doświadczeń naszych rodziców czy dziadków. W rozdziale “Poznaj swoje demony” Bill Sullivan przekonuje np. że część naszych lęków to efekt dziedziczenia międzypokoleniowego. Zjawisko to może tłumaczyć, dlaczego jesteśmy tak różni pod względem tego, czego się boimy, czy jak radzimy sobie z trudnymi sytuacjami. Jesteśmy tak różni, a jednocześnie tak podobni do naszych dziadków czy rodziców w sposobie przeżywania lęków związanych z funkcjonowaniem w świecie. Jedni obawiają się panicznie zjawisk, które dla innych są zupełnie neutralne. Jedni przemierzają świat widząc przede wszystkim jego jasną stronę, u innych występuje większe ryzyko zaburzeń lękowych, ponieważ ich matki, jeszcze przed ich urodzeniem doświadczyły objawów stresu pourazowego. Czy sugeruje to, żeby bardziej zrozumieć siebie powinniśmy dowiedzieć się także więcej o tym, czego doświadczyli w życiu nasi rodzice czy dziadkowie? 

Bill Sullivan realizuje w swojej książce także pewną misję społeczną. Omawiającą genetyczne uwarunkowania różnic między nami, nawołuje za każdym razem do większej tolerancji i empatii. Przekonuje, że nałogi, otyłość, depresja czy inne zaburzenia naszego funkcjonowania w świecie, to często nie wynik złej woli, czy słabości charakteru. To prostu genetyczne różnice między nami, które sprawiają, że jednym jest łatwiej panować nad apetytem, szybko spalać kalorie, czy “nie bać się życia”. Innym zaś przychodzi to z o wiele większym trudem, chociażby z powodu innej konstrukcji ich DNA czy doświadczeń ich przodków. Nie zwalnia nas to oczywiście od pracy nad sobą, ale powinno nas skłaniać do głębszego zrozumienia różnic między nami i odnoszenia się do nich z większą wrażliwością i empatią. 

Jesteś czymś więcej niż DNA – mikrobiom 

Bill Sullivan przypomina “Na i w naszym ciele żyją biliony mikrobów: bakterii, grzybów, wirusów i pasożytów, które wzbogacają nasz własny genetyczny ekosystem o miliony dodatkowych genów”. Ten cały zestaw ciekawych form życia, które z nami nieustannie wędrują naukowcy nazywają mikrobiotą, a ich pulę genową mikrobiomem. Są one kolejnym dodatkiem, który wprost nas kształtuje. Ich moc objawia się na wielu poziomach, a jednym z nich jest nasz apetyt. Bill Sullivan przekonuje, że bakterie jelitowe mogą sterować naszymi zachciankami. Odżywiając się niezbyt zdrowo, wpływamy na skład naszej flory jelitowej. Zwiększamy wtedy ilość bakterii zainteresowanych właśnie tym niezdrowym pokarmem. W krótkim czasie jest ich na tyle dużo, że potrafią skutecznie na nas wpłynąć, przekonując coraz silniej, że to właśnie cukier, tłuszcz i wszelkie jego wysoko przetworzone wcielenia są tym, co jest nam potrzebne do szczęścia. Następnym więc razem zanim uznamy, że “nasz organizm” ewidentnie pragnie tych mocno solonych chipsów, pomyśl czy nie dopomina się o nie raczej pewien mikroskopijny organizm zamieszkujący twoje jelita, którego skutecznie przyzwyczaiłeś do regularnych porcji “filmowych zakąsek”.

Nie jesteś niczym więcej niż biologią i fizjologią – czyli bez duszy 

Tutaj docieramy do wspomnianych bardziej mętnych wód. Generalnie takich, które być może autor powinien w ogóle pominąć albo uczynić z tej podróży materiał na osobną książkę, po którą mógłby świadomie sięgnąć czytelnik zainteresowany poglądami politycznymi czy religijnymi autora. Mam tutaj na myśli rozdział “Poznaj swoje przekonania”. Jego treść potrafi trochę zaskoczyć i wybić z rytmu czytelnika, który z przyjemnością zaczytywał się w opisach kolejnych genów, bakterii czy pasożytów. Nie wiem czy słusznie, ale założyłam, że czytanie o pasożytach może być też przyjemne. W każdym razie jednak, nie trudno uznać, że autor zagalopował się zbyt daleko objawiając w nam w tego typu książce np. ostateczne prawdy o świecie np. “Początkowo może szokować i przygnębiać świadomość, że nie posiadamy duszy. Ale życie w prawdzie lepsze jest niż zabobon”. Poruszając zaś kwestie związane z upodobaniami politycznymi, także zrobił to w taki sposób, że nie trudno wnioskować, po której stronie staje. I nie jestem pewna czy sięgając po tego typu lekturę czytelnik oczekuje konkretnie takich treści – ja raczej nie.

Jeśli jednak wykażemy się dystansem i tolerancją, a wcześniej nas do tolerancji autor wielokrotnie namawia, to jesteśmy w stanie nawet z tego rozdziału wyciągnąć sporo naukowych ciekawostek na temat już może nie tyle samego DNA, ale funkcjonowania naszego mózgu i procesów myślowych. 

Skosztuj tej popularnonaukowej mikstury 

Zachęcam więc do lektury, a potem własnych przemyśleń na temat epigenetyki, mikrobiomu a nawet poglądów politycznych i duszy, skoro już Bill Sullivan nam taką zaskakującą mieszanką zaproponował.

*Zdjecie tytułowe:  nadya_il z Pixabay